sobota, 21 grudnia 2013

R. VII "A little party never killed nobody!"



Był już wieczór kiedy wrócił do domu. Oprócz długich rozmów z Nathanem odbyłam też konferencję z Jarede, Shannonem, Tomo i Emmą no i dziewczynami. Czułam się dziwnie. Każdy już przeżywał to nie raz, dla każdego był to kolejny teledysk, a dla nas ? Jakby grom spadł z nieba. Położyłam rzeczy na łóżku i poszłam do łazienki wziąć prysznic. Kiedy spłukiwałam z siebie mydło usłyszałam pukanie do drzwi, wpierw było cierpliwe, ale za trzecim razem osoba za drzwiami zrobiła się natarczywa. Wyszłam z kabiny, owinęłam się ręcznikiem i wyszłam do drzwi. Spodziewałam się jednej z przyjaciółek, a ujrzałam Nathana. Oszołomiona jego widokiem uświadomiłam sobie, że chłopak uśmiecha się podejrzliwie i zrozumiałam, że stoję przed nim w samym ręczniku. Poczułam rumieńce na policzkach, a Nathan od razu zareagował.
-To ja poczekam.- odezwał się  odwrócił, a ja szybko zamknęłam drzwi i pobiegłam się ubrać. Za chwilę znowu otworzyłam drzwi, miałam na sobie luźne dresy i podkoszulek Nirvany.
-Co ty tu robisz ?
-pomyślałem, że wpadnę i sprawdzę jak twoja ręka.- uśmiechnął się ponownie i spojrzał na mnie wyczekująco.
-człowieku tutaj są jeszcze 3 osoby, nie tylko ja.
-Będę cicho.
-Dobra. Właź.- powiedziałam i otworzyłam szerzej drzwi, a chłopak szybko wślizgnął się do środka, a ja zamknęłam za nim drzwi na klucz. Zauważyłam, że trzymał w ręku torbę.- A to co ? Apteczka ?
-Nie, niespodzianka. Pomyślałem, że jak jesteś sama to warto coś obejrzeć wieczorem.- powiedział i wyciągnął z torby paczkę chipsów paprykowych, dwie puszki coli i dwa filmy: komedię i horror. Odpowiedź prosta. Horror. Dopiero teraz zauważyłam jak jest ubrany, miał na sobie czarne rurki i białą koszulkę tak cienką, że w odpowiednim świetle widać było górną część jego ciała. Chłopak postawił rzeczy na ziemi i podszedł do mnie, wyciągnął dłoń a ja podałam mu swoją rękę. Już nie miałam opatrunku, ale dalej rana bolała. Chłopak nieco się skrzywił, ale zostawił ją w spokoju. Jednym gestem zaprosił mnie na łóżko, a sam poszedł majstrować przy telewizorze. Chwile potem zajął miejsce obok mnie, poprawił sobie poduszkę i podał mi przysmaki. Oglądaliśmy „Wzgórza mają oczy’ w połowie filmu, byliśmy przykryci jednym kocem, Nathan przysunął się bliżej i objął mnie ramieniem. Wiedziałam, że do mnie zarywa, ale nie miałam nic przeciwko temu, ale miałam ograniczenia, w sumie. Podobał mi się, może oprócz swojej pewności siebie i byłoby idealnie. Uśmiechnęłam się na jego zagranie i przysunęłam się jeszcze bliżej. Jak romantycznie, kobieta i mężczyzna, oglądają horror ona chowa się w jego ramionach, no jak w filmie. To teraz, któreś musi umrzec i będzie identycznie jak w scenariuszu Hollywoodzkiego filmu. Nie, u nas śmierci nie ma, jest karmienie się. Brunet wziął jednego chipsa i nakarmił mnie nim na co ja się zaśmiałam. Dawno nie miałam takiej sytuacji i nie powiem tęskniłam za taka troską. Teraz człowieku odróżnij: podoba mi się, tęsknie za troską drugiej osoby… Różnica ogromna: uczucie. Pod koniec filmu już przysypiałam, oparłam głowę na torsie chłopaka, a on zaczął mnie głaskac po włosach. Sen był coraz bliżej, powieki opadały, były za ciężkie. Nathan wyłączył telewizor, pocałował mnie w czoło i oboje zasnęliśmy.
Obudził mnie głośni odgłos kroków, otworzyłam oczy, poczułam, że leżę na poduszce, raptownie usiadłam i rozejrzałam się po pokoju. Nathan właśnie zbierał chipsy, spojrzał w moją stronę i się uśmiechną. Odwzajemniłam uśmiech i nieco zaspana podeszłam do niego.
-Gdzie idziesz ?
-Do siebie, nie chce żeby jeszcze myśleli, że cie zaliczyłem.- odpowiedział i zaczął dalej się pakować. Spojrzałam na zegarek, 5:30.
-Mhm. Nathan, dzisiaj jadę z Julką na urodziny przyjaciela. Nie będzie mnie cały dzień, mam nadzieje, że nie pokrzyżuję twoich planów?
-Nie… Nie.- uciął sucho, chyba jednak pokrzyżowałam. Odwrócił się na pięcie i już miał wychodzić, ale go zatrzymałam.
-Ej. Widzę, że jesteś zły. Czyli coś planowałeś.
-Owszem, ale już trudno.
-Nie, nie trudno. Nadrobisz to pojutrze, dobrze ?- powiedziałam jak najmilszym tonem, a on się odwrócił. Przez okno wbijały się pierwsze promienie słoneczne, spojrzałam na niego. Jego ocz były pobudzone, pełne walczących ze sobą emocji, miały odcień ciemnej zieleni. Usta wykrzywiły się w niemym uśmiechu, patrzyłam na niego w skupieniu, chłopak się pochylił, zamknął oczy i delikatnie musnął moje wargi, zamknęłam oczy, a on gdy dostrzegł brak protestu pocałował mnie, leciutko, krótko tak bym pragnęła więcej, otworzyłam oczy, a on wyszedł.  Ah ci faceci.
Odwróciłam się i poszłam wziąć prysznic, podczas kąpieli zamknęłam oczy i przypominałam sobie ostatni wieczór, czułam niedosyt, w brzuchu było mi gorąco, coś ściskało mój żołądek. No pięknie. Zakochałam się. Z jedne strony cieszyła mnie ta myśl, ale z drugiej byłam na siebie zła nie wiedzieć czemu. Wyszłam z pod prysznica, ubrałam białe rurki, niebieską koszulkę z napisem „Life is to short to Sleep” i czarną kamizelkę z ćwiekami, do tego czarne koturny, torebka i byłam gotowa. Spojrzałam na zegarek, 6;15. Poszłam zrobić sobie make up i upiąć włosy w kok. Kolejne 30 minut. Hura wreszcie zostało mało czasu. Zeszłam do kuchni, złapałam rogalika i kubek kawy i wyszłam na dwór, czekałam tam na mnie Julka w czarnych rajstopach, krótkich spodenkach seansowych i białym topie, w ręku trzymała jeansową kurtkę i torebkę. Przywitała mnie uśmiechem i razem ruszyłyśmy do miasta.
Całą drogę przebyłyśmy w ciszy, po raz pierwszy w życiu, chyba. Na miejscu, jak obiecał, czekał na nas srebrny samochód BMW, za kierownicą siedział Kubuś, a obok Miro jak zawsze w swojej katanie. Wsiadłyśmy do środka, a Czaplay z piskiem opon odjechał. No, bo czego się można było po nim spodziewać
-Kubuś nie szarżuj, nie szarżuj tak.-odezwałam się gdy chłopak dobijał już do 140km/h. Patrzyłam na drzewa, które znikały w sekundę i uświadomiłam sobie po raz kolejny ile człowiek widzi, a ile z tego widzi jeden, jedyny raz.
-Ja ? Szarżować, chyba sobie kpisz. To jeszcze normalna prędkości.- zaśmiał się blondyn i spojrzał na przyjaciela obok, który zafascynowany przyglądał się licznikowi. Najwyraźniej Czaplay posłuchał, bo mina Mynia nie była już tak zadowolona jak przedtem.
-Dziękuje.- odezwałam się i oparłam głowę o szybę- To jak tam na koncercie w Krakowie ?
-A dobrze, dobrze. Wręcz świetnie, przyszły prawie 3 tysiące osób.- odezwał się Mirek i zaczął grzebać w kieszeni po czym podał mi swój telefon. Spojrzałam na ekran komórki i zobaczyłam zdjęcie z koncertu, tłum ludzi uśmiechał się do zdjęcia, na barierkach zauważyłam flagę Crew, wyłapałam w tłumie z 20 czapek z logiem Eneja. Faktycznie, musiało być nieźle.
-No nooo. A coś nowego na playliście było, czy jak zwykle ?
-Dodaliśmy „Państwo B” i „Komu”.
-COOO ?! Mnie tam nie było, a ty śpiewałeś KOMU ?!- oburzyłam się i rzuciłam w niego telefonem. Ma fart, że nie śpiewał Taki kraj bo bym zabiła.
-No co ! Ludzie krzyczeli, a przy takim tłumie trzeba było coś zaśpiewać. Nie wiem czy nie było ich więcej niż w Olsztynie, ale i tak atmosfera u nas jest nie do przebicia.
-Zakochany w swoim mieście Miro, jak ja to lubię.- odezwała się Julka i szturchnęła go kolanem w siedzenie, a on raptownie odwrócił się i posłał jej wymowny uśmiech, a ciemnoruda posłała mu buziaka.
-Cóż, jak się mieszka w tak pięknym mieście to się nie dziwić.- odezwał się Kuba i włączył głośniej radio, leciała akurat piosenka Avicii „Hey brother”. Przez dłuższy czas nie odzywaliśmy się do siebie, każdy zajął się telefonem, Kuba był zbyt zajęty drogą i wsłuchiwaniem się w muzykę lecącą w radiu, a ja zajęłam się widokami za oknem. Po godzinie poczułam wibracje telefonu, zerknęłam na urządzenie, 9:10 i sms od nieznanego numeru. Otworzyłam wiadomości: No witaj kobieta co pokrzyżowała moje plany.
Nathan ? Skąd ma mój numer ? Odpisałam szybko na wiadomość, okazało się, że Igor był zdrajcą. Tsa. Po co pytać Jess o zdanie ? Łatwiej od razu dać jej numer każdemu.
„Fajnie, a moja wola to już nie ważna nie ? :P”
„Ważna, ważna, ale nie mogłem się oprzeć. Musiałem napisać J To co, jutro, godzina 19:30 tam gdzie wczoraj? : )”
„Jasne, a mam się bać czy jednak nie ? :P”
„Raczej nie, chyba, że boisz pikników wieczorem.”
„Piknik? Zapowiada się bardzo ciekawie J” dopiero po chwili zorientowałam się, że Julka czyta moją rozmowę z Nathanem, szybko schowałam telefon i spojrzałam w jej stronę.
-Czemu nic nie mówiłaś ?- odezwała się dziewczyna, nie była zadowolona
-Tak jakoś nie było czasu, ale co miałam ci mówić ? Że polubiłam jednego z chłopaków z planu? To takie ważne?- odezwał się na tyle cicho, by nikt z przodu nas nie usłyszał
-Polubiłaś ? A nie pokochałaś?
-Chyba sobie kpisz !
-Nie. Przypomnę ci coś.- odezwała się i zaczęła nucić piosenkę Comy „Angela”… „Angela proszę cię nie idź z tym chłopcem na dno. On w oczach ma zło” No tak, od razu moja chęć do Nathana zniknęła. Nie przemyślałam tego, ale z drugiej strony wiedziałam o co chodzi Julce. OD dawna chciała mnie zeswatać z Rafałem.
-Tak? A nie chodzi ci raczej o Rafała?
-No… Nie tylko. Ale Jess. Rafała znasz od dawna, on cię kocha, a jego? Nie znasz go wcale.
-Ty też! Może i nie znam go, ale i tak nie zajdę się z Rafałem. Nie zmusisz mnie do tego!
-Jessica! „Planuje ostatecznie ocalić cię przed chłopcem”…
-Przestań.- odpowiedziałam sucho i odwróciłam się do niej plecami. Miałam serdecznie dość tej rozmowy, może i miała nieco racji, to wszystko działo się za szybko. Znam go ledwo dzień, ale… On nie wydaje się być zwykłym debilem, który chce zaliczyć kolejną laskę. Gdyby taki był już wczoraj by to zrobił, ale z drugiej strony. Muszę się trzymać na dystans. Mimo to nie mam zamiaru spełnić prośby Julki. Lubiłam Rafała, ale nic więcej. Owszem był przystojny, miły, ale.. nie. Nic mnie z nim nie łączyło. Przykro mi, ale jego miłość do mnie jest i będzie nieodwzajemniona. Spojrzałam ponownie na telefon. Nathan zdążył napisać już 2 smsy.
„ I będzie ! :*” „Jess ? Jesteś”
„Tak, przepraszam, ale nie mam na razie nastroju, musze się zdrzemnąć”
„Jasne, słodkich snów.”
„Dobranoc”. Był taki słodki i miły, nie chce mi się wierzyć, ze może mieć jakieś złe intencje. Tak jak napisałam tak zrobiłam, po 10 minutach przemyśleń nad tekstem piosenki, rozmową z Nathanem i Julką, poszłam spać.
 Obudziło mnie lekkie szturchanie w ramię. Otworzyłam powoli oczy, nade mną pochylał się Kubuś. Rozejrzałam się dookoła, byliśmy sami. Powoli wstałam i rozciągnęłam mięśnie. Razem z przyjacielem wyszliśmy na zewnątrz, staliśmy na parkingu stacji benzynowej.
-Jass. O co chodziło z Rafałem?- oparł się o maskę i spojrzał na mnie podejrzliwie. Jak zawsze na swych blond włosach miał fullcap, dzisiaj z Batmanem.
-Jak to?- spytałam udając zdziwioną, ale i tak na marne.
-słyszałem twoją rozmowę z Julką, a bynajmniej cześć.
-Eh… Kuba. Wiesz na czym stoję z Rafałem, co on do mnie czuje, a co ja do niego. Wszystko niby jest załatwione. Mimo to Julka nie umie się z tym pogodzić, tyle.
-Spoko. Jakoś nie do końca w to wierzę, bo niby nic takiego, a jednak wczoraj się mocno wkurzyłaś.
-Miałam ciężką noc.- powiedziałam i odwróciłam się do niego plecami, a wzrok wlepiłam w ziemię i zaczęłam grzebać w niej butem. Czemu on zawsze wszystko wyczuwa już ze wzroku czy z głosu. Nagle poczułam w pasie czyjeś objęcia, a na ramieniu oparł swoją głowę Czapay, spojrzałam na niego a on tylko uśmiechnął się słodko i wcisną mi w kieszeń Marsa. No bo jak inaczej pocieszyć Echelon? Zaśmiałam się lekko i razem poszliśmy na stację.
Na miejscu czekał już na nas Mirek z Julką, byłam zła na przyjaciółkę więc ją zignorowałam, przeszłam obok i przytuliłam Mynia na powitanie.
-Ej, przecież ja jestem zajęty.- wypomniał mi i udawał obrażonego, ale ja i tak dałam mu buziaka w policzek jak zawsze. Wiedziałam , że to pomoże, od razu uśmiech wrócił na jego twarz. Każdy z nas kupił sobie kawę, Czaplay dodatkowo zamówił zapiekankę, ale po 4 gryzach oddał ją Mirkowi narzekając, że jest niedopieczona. Co za maruda, no xD
Wsiadłyśmy do samochodu, zostały jeszcze 2 godziny do Olsztyna, było już po 11:10. Każdemu się nudziło więc włączyliśmy na fulla radio i zaczęliśmy wykonywać własne rovery różnych piosenek. Jak zawsze wygrywał Czaplay, akurat leciała jego ulubiona piosenka Ewy Farny „Cicho”. Zadzwonił do jakiegoś kolegi.
-Posłuchaj, posłuchaj tego. Zaśpiewam ci piosenkę.- wydukał przez śmiech.- Zaśpiewam ci piosenkę, musisz zgadnąć jaką. Tylko uważaj, będzie ukraińsku. Uwaga, zaczynam. „Tycho jakby caly swiat”- zanucił i wszyscy wybuchliśmy śmiechem. Tak jeszcze kilka razy, śpiewaliśmy, tańczyliśmy i dzwoniliśmy do ludzi robiąc sobie z nich żarty. Wreszcie wjechaliśmy do miasta. Kuba minął centrum i jechał w stronę pola, na którym stało 7 domów letniskowych. 2 należały do chłopaków, a bynajmniej zawsze je wynajmowali na wakacje, a jeden dla mnie i Julki. W jeszcze jednym z nich mieszkał właśnie Rafał, mój przyjaciel, który od 2 lat jest zabójczo we mnie zakochany, ale ja nic do niego nie czuje i nie mam zamiaru dawać mu jakichkolwiek nadziei. Znam go 8 lat, dzięki niemu poznałam chłopaków, to on pokazał mi ten dom, specjalnie, bo wiedział, że obok oni mieszkają i tak o to się złożyło, że prócz widywania siebie na koncercie spotkaliśmy ich nad jeziorem. Teraz jesteśmy zgraną paczką. Na miejscu słychać już było głośno dźwięki dobiegające z domu Rafała, nie tylko dźwięki. Przed domem było już kilkanaście osób, rozpalali ognisko, a kilka osób chodziło po drewnianym molu. W tłumie dostrzegłam Igora Herbuta i Adama Horoszczaka, od razu banan wyskoczył mi na twarz. Gdy tylko zaparkowaliśmy wyskoczyłam jak oparzona z samochodu i rzuciłam się Adamowi na szyję.
-AAADAAAM !
-Boże Jessica !- odezwał się lekko oszołomiony i mnie przytulił. Jak ja dawno go nie widziałam.
-Jezu, kiedyśmy się widzieli ?!
-Rok temu chyba.
-Anie dłużej?
-Nie. 9 miesięcy dokładnie, ale i tak się stęskniłem.-jeszcze mocniej sie przytuliliśmy. Oderwał nas dopiero głos Igora.-
-Za mną nie tęskniłaś ?- spytał z urażoną miną, a ja rzuciłam się i na niego.
-Za twoimi łapami !? Jasne, że tęskniłam !- dałam mu buziaka w policzek i mocno się przytuliliśmy poczym blondyn wziął mnie pod łokieć i zaprowadził do stołu przy którym czekał na nas cały zespół Enej. Mynio i Czaplay co prawda jeszcze witali się z gośćmi, ale ja z Julką musiałam się przywitać z resztą.
-Heej!- krzyknęłam do wszystkich po czym każdemu po kolei dałam całusa na powitanie, usiadłam koło Łukasza i Pińkiego, a Julka jak zawsze koło Lolka. Długo się nie nasiedziałam, bo zaraz ujrzałam Rafała stojącego przy grillu z butelką piwa w ręce. Przeprosiłam przyjaciół i podeszłam do niego.
-Hej.- przywitałam się ponownie całusem i przytuliliśmy się. Zauważyłam, ze od naszego ostatniego pobytu tutaj chłopak mocno przepakował, miał prawie 185 cm i brązowe włosy postawione na jeża, głowę miał dużą, a jego wielki nos od razu rzucał się włosy. Mimo tej wady, chłopak nadrabiał pięknymi, niebieskimi oczami i posturą, teraz jeszcze lepszą. Miał na sobie czarną bluzę z logiem Hemp Gru i szare jeansy.
-Hej.- uśmiechnął się i spojrzał ponownie na jedzenie, które właśnie się dopiekało. Rozejrzałam się po okolicy, na prawo stał duży bufet a na nim dwa talerze smażonego mięsa, kilka misek z sałatkami, talerze plastikowe i sztućce, a za nim stała chłodnia podłączona do agregatu, w której stały butelki z piwem.-Dawno się nie widzieliśmy, co?
-Nom, ostatnio 4 miesiące temu. Przypakowałeś nieco.
-No cóż, może teraz jakaś laska mnie zechce.
-Rafa…
-Spokojnie, nie o ciebie mi chodzi.- uśmiech zszedł u z twarzy, a mi zrobiło się przykro. Po co psuję mu nastrój w urodziny.
-Przepraszam.
-Nie masz za co.
-Mam. Zjebałam ci nastrój w urodziny, przepraszam.- powiedziałam z wyrzutem i przytuliłam się, a on tylko objął mnie lekko, kiedy się wyprostowałam sięgałam mu do ust teraz skuliłam się na tyle, że nie sięgałam nawet do brody. Chłopak przeprosił mnie na chwilę i poszedł w stronę chłodni, a ja przekręciłam kiełbaski. Za chwilę stał znowu koło mnie z dwiema butelkami Specjala. Wzięłam jedną, ale ostrzegłam od razu, że to jedyna. W końcu jutro wraca w góry.
-Wiesz co, idę do chłopaków.- powiedziałam i wskazałam na zespół, który właśnie zajadał się szaszłykami.
-Jasne.-odpowiedział i wrócił do swojego zajęcia, a ja poszłam tak jak mówiłam do reszty grupy. Tym razem usiadłam koło Kojrysa. Chwilę potem dosiedli się do nas Igor i Adam, zaczęliśmy rozmawiać na temat naszych ostatnich przygód, oczywiście chłopcy opowiadali o swoich koncertach. Było koło 18, słońce zaszło, ktoś pogłośnił muzykę, wszyscy poszli na parkiet. Usiadłam samotnie na ławce i oglądałam przyjaciół, kiedy podszedł do mnie Rafał.
-Mogę ?
-Jasne.- uśmiechnęłam się i poszliśmy na parkiet. Bawiłam się na całego, w między czasie zapomniałam o pracy i wypiłam jeszcze 4 butelki piwa. Impreza rozkręciła się na dobre, ostatnie co pamiętałam to taniec z Rafałem i odbicie przez Mirka. 
____________________________________
Proszę i o to kolejny rozdział, ale nwm czy jest sens na kolejny jak czyta to jedna osoba :(
A to tak na zachętę: 


środa, 18 grudnia 2013

R.VI Another Love



Obudził mnie dzwonek telefonu. Nie zwykły, lecz specjalny. Wiedziałam kto mógł dzwonić. Zrzuciłam połączenie, przetarłam oczy i spojrzałam na wygaszacz komórki. 4:37. Bosko. Złapałam koc i spróbowałam sie bezszelestnie i jak najlżej zgramolić swoje ciało z chłopaków. Stoję, teraz tylko dojść do drzwi. Łatwo nie było, wszędzie kawałki kanapek i popcornu, przyświeciłam sobie drogę telefonem i jak w labiryncie dotarłam z trudem do celu.
Otworzyłam drzwi i wyszłam na dwór, powietrze było świeże i wilgotne. Przed góralskim domem rosły iglaste drzewa, poranna rosa trwała w najlepsze, z oddali dało się usłyszeć śpiew ptaków, które budziły się do życia. W nocy musiał padać lekki deszcz, bo na ziemi utrzymywały się małe kałuże. Spojrzałam w prawo, na huśtawkę, własnoręcznie rzeźbioną. Na jej tle widać było szczyty gór, najlepszy widok po przebudzeniu. Poszłam w stronę gór, usiadłam na bujawce i odblokowałam telefon. Sprawdziłam nieodebrane połączenie. Mynio. Tak też myślałam, wcisnęłam zieloną słuchawkę i czekałam na połączenie. Odebrał po drugim sygnale.
-No witam.- odezwał się w słuchawce jak zawsze miły, łagodny ton mężczyzny. Był nieco zachrypnięty, pewnie jest po koncercie, a skutki wydarzenia połączył z dwoma drinkami.
-Hejo, Myro po co do mnie dzwonisz o 4:37?- odezwałam się lekko poirytowana a zarazem na wpół przytomna.
-A co to ? Nie mogę już dzwonić tak po prostu ?- zaśmiał się i przeszedł do prawdziwego powodu- Dobra już żyję, to co ? Jutro 13przy jeziorze wam pasuję ?
-Co ?- spytał mocno zdezorientowana, nagle usłyszałam huk i oprócz cichego przekleństwa, które padło z ust Mynia usłyszałam krzyk zachrypłego Lolka. Wiedziałam.
-Dureń. Y… A ! No jak to na co ? Przecież przyjeżdżamy po was jutro i jedziemy na imprezę Rafała !
-O boże… To jutro.
-Nie wczoraj, jasne, że jutro. Co cie tak martwi ?
-Mynio… Jestem na planie do teledysku Marsów w górach. Nie mogę tam być.- no tak. Jutro urodziny Rafała, a mnie i Julki tam nie będzie. Bosko. Niby mogłabym Emma przekonać, byśmy większość materiału dzisiaj ogarnęły, a jutro wolne od 13, ale jak ja się do cholery dostanę do Olsztyna ?!
-Co ?! Czemu ja nic o tym nie wiem !?- wydarł się poczym zaczął szeptem wyklinać- Dobra mniejsza z tym. Musicie być, Majka wiesz ile dla niego znaczysz, nawet jak on dla ciebie nie jest tak samo ważny. Nie pierdol, jutro będę po ciebie… o 8:30 z Kubą. Macie być obie gotowe.
-No, ale co ja powiem chłopakom ?
-Coś wymyślisz. Gdzie mam być ?
-Centrum Zakopanem. Nie wiem Myniek czy to się uda…
-Dasz radę ! Wierzę w Ciebie !
-JA teeeż !- wydarł się w tle Lolek i znowu usłyszałam huk- KURWA NO ŻESZ JEGO MAAAAC ! JEBANE MLEKO !
-Boże..- zaśmiałam się z Myniem i słuchaliśmy przez chwilę spiny Lolka- No tak, wylał drugie opakowanie mleka.
-Czyżby głosik ?
-Tsa. Kraków dał popalić.
-Spoookooo. Dobra jutro mi zrelacjonujesz koncert, bądź w Zakopanym, a ja jeszcze dam ci dziś znac czy coś wskórałam z tym wyjazdem.
-Dobra, w ogóle to się stęskniłem.
-Oh jak słodko, przypominam, że jesteś zajęty.
-Dobrze z tego powodu cie nienawidzę i nie chce cie widzieć.
-Nom tak lepie.- zaśmiałam się, spojrzałam w ziemię, przypomniał mi się nasz ostatni wypad w góry z chłopakami, grali jakiś koncert, a my z Julką miałyśmy wolne więc wybrałyśmy się z nimi. Pamiętam piękną kąpiel chłopaków w śniegu, ah to były czasy.-Dobra Myniuś kończę, zaczynamy dzisiaj o 9 więc…
-Jasne, jasne. Papa.- wysłał mi całusa i się rozłączył, ze smutkiem ruszyłam do swojego domu, przedostałam się do pokoju. Koc rzuciłam na fotel i padłam na łóżko. Zamknęłam oczy i ujrzałam Mynia na ostatnim koncercie, jego piękne gitara i tęczowe struny, za chwilę widziałam Tomo i tak przez chwilę, Tomo, Mynio, Mynio Tomo aż nadszedł sen.
Obudziło mnie pukanie do drzwi. Zaspana, przeszłam do pozycji siedzącej i głośno ziewnęłam. Złapałam koc i ruszyłam do drzwi. Minęło parę sekund zanim moje oczy ujrzały wyraźnie klamkę i ją przekręciłam.
-Jess. 8:30. Wstawaj.- wyrzucił z siebie mocno zdenerwowany Igor i poszedł. Jego blond włosy były zmierzwione, w oczach ujrzałam złość. Oj coś się stało, ale nie miałam czasu by spytać się co. Zamknęłam drzwi i wymaszerowałam do łazienki, w środku pomieszczenia znajdował się duży prysznic najnowszych modeli. Mogłam oprócz zwykłego mycia ustawić sobie różne opcje. Umyłam włosy, spłukałam z siebie resztki masła i soli z popcornu. Wyszłam na zewnątrz kabiny, owinęłam się ręcznikiem i zaczęłam suszyć włosy. Zauważyłam, że czerwony kolor powoli znikał z mojej głowy. Czas nałożyć nowy kolor, pomyślałam i kontynuowałam suszenie. Gdy już były całkiem suche, spięłam je w wysoki kucyk. Włożyłam czarne bryczesy, biały stanik i podkoszulkę. Resztę stroju miałam otrzymać na planie. Wyjęłam z walizki termos z wczorajszą kawą, nie miałam ochoty trącić czasu na robienie nowej. Wyciągając przedmiot zahaczyłam o coś i z torby z hukiem wyleciała szklana ramka ze zdjęciem mojej rodziny. Szyba pękła, a obrazek zalał się kroplami kawy. Szczęśliwy poranek to podstawa do szczęśliwego dnia. Kucnęłam, by posprzątać szkodę, kiedy odłamek ramki wbił mi się na parę milimetrów w przedramię do tego prawe… Jęknęłam z bólu wyjmując ostry przedmiot, a z rany zaczęła sączyć się krew. Zawinęłam rękę w kawałek szmatki z nadzieją, że skutecznie zastąpi mi bandaż, aby prowizorycznego opatrunku nie było widać, zarzuciłam na siebie biały, bawełniany sweterek.
Nieco poszkodowana założyłam skórzane buty do jazdy konnej, złapałam torebkę i wyszłam przed dom. Ruszyłam w prawą stronę mijając huśtawkę, na której wczoraj siedziałam rozmawiając z Mirkiem. Poszłam dalej i wkroczyłam w mały lasek pełen iglastych drzew. Powietrze było już nie takie halne. Poranną ciszę zastąpił hałas ludzi z oddala. Nad gałęziami drzew przebijały się promienie słoneczne, zapowiadał się piękny dzień. Prawdziwa, polska jesień. Spacer przez las nie był długi, już po paru chwilach ujrzałam łąkę na której rozstawione były trzy namioty, wszędzie pętali się ludzie, około 40 metrów od strumyka, między dwiema skałami rozłożone były kamery i reszta sprzętu. Konie pasły się parędziesiąt metrów dalej od obozowiska, były już nakarmione i wyczyszczone. Szłam w stronę Ceny, gdy zatrzymała mnie przy namiocie Emma. Właśnie ! Emma.
-Hej, Jess ! Wiesz co, nie spiesz się z końmi. Dzisiaj zajmiemy się teorią, jutro nagramy pozostałych aktorów, a Wy zaczniecie pracę dopiero pojutrze, albo i za trzy dni.- uśmiechnęła się do mnie miło, a ja odwzajemniłam gest.- Na razie dziewczynami zaopiekuje się Jonathan, a ciebie zostawiam pod skrzydłami Nathana. Okej ?- kiwnęłam na zgodę i ruszyłam za kobietą do namiotu gdzie czekał na mnie przystojny brunet, który wczoraj siedział razem z jak podejrzewam bratem na kanapie. Dzisiaj był sam i trzymał w dłoniach dwa kubki kawy.- To ja was zostawiam.
Kiedy Emma już miała się wycofywać, złapałam ja lekko za łokieć
-czyli mogę na przykład jutro gdzieś z Julką się wybrać ?
-Jeśli jest to konieczne to tak.- odpowiedziała nieco zdezorientowana Emma, a ja odpowiedziałam tylko uśmiechem. Kobieta wyszła już z namiotu, a ja wróciłam do Nathana.
-Nooo, zrobiło się gorąco.- odezwał się z nonszalanckim uśmiechem na twarzy, odłożył kawe na bok  podszedł do mnie mierząc mnie od stup do głowy zatrzymując się na dłuższą chwilę na wysokości piersi.
-Gorąco ?-spytał zdziwiona zachowaniem mężczyzny, ale i rozbawiona
-Nooo i to jak, mówię oczywiście o twoich włosach.- posłał mi słodki uśmieszek i puścił oko.
-Ta jasne, a myślałam, że to Jared jest największym zboczuchem w tej ekipie.
-Jared ? Nie, raczej nie, A bynajmniej nie do swoich.
-Swoich ?- spytał jeszcze bardziej zdziwiona, uśmiech mimo to nie znikał z naszych twarzy.
-no wiesz, Jay bierze laski do siebie na noc, ale tylko takie, które wie, że już nie spotka więcej. Jedna noc i dowidzenia, dla tego jeszcze do was nie startował.
-Już się zastanawiałam czy naprawdę jestem na tyle brzydka, że pan Leto się mną nie interesuje. Czyli Jared preferuje w: właź do łóżka, a rano wypierdalaj, tak ?
-Coś w ten deseń.- odpowiedział i podszedł do mnie bliżej, wyciągnął w moją stronę dłoń.- Nathan Campbell.
-Jessica Affek.- odpowiedziałam i podałam mu dłoń. Uścisk miał mocny, aż zabolała mnie poranna rana i jęknęłam z bólu.
-Co się stało ?-spytał szybko chłopak, nagle nonszalancki ton mówienia i uśmiech uciekł z jego twarzy, a zastąpił go lekki lęk.
-Nic, nic.- wyrwałam rękę z uścisku i pomasowałam lekko ranę, każdy dotyk w okolicy rozcięcia bolał, a twarz wykrzywiła mi się minimalnie z bólu, ale nie umknęło to niestety uwadze Nathana, który patrzył na mnie podejrzliwie.- Nic tylko rano miałam lekki wypadek ze szkłem.
-Jak to ? Pokaż.- nakazał i ujął delikatnie moje przedramię w swoje dłonie, dopiero teraz zwróciłam jakie są duże, kojarzyły mi się z dłońmi Shannona, były typowe dla perkusisty.
-Nie.- protestowałam, ale ten mocniej zacisnął swoje palce na mojej ręce, a ja już nie miałam nic do powiedzenia. Powoli odsunął rękaw swetra i poirytowany spojrzał wpierw na przesiąknięty krwią kawałek materiału, potem na mnie. Zrobiłam niewinną minę i odwróciłam wzrok.
-Chyba sobie kpisz. Co to ma być ?! Co bandaże już nie było ?!- wybuchł zły, ale nie krzyczał. Powoli, delikatnie odwinął materiał, nie sądziłam, że aż tyle krwi wypłynie z jednej rany. Spojrzałam na rękę, chłopak odwinął resztkę materiału, a na rozcięcie powiał zimny wiatr, nawet taki szczegół bolał. Odruchowo zacisnęłam dłoń, a Nathan spojrzał na mnie troskliwie i leciutko pogłaskał moją dłoń. Nieprawdopodobne, że przed chwilą był bezczelnym, zbyt pewnym siebie chłoptasiem, a teraz troskliwym mężczyzną.- poczekaj tutaj, zaraz przyniosę wodę utlenioną i bandaż.- powiedział i poszedł w głąb namiotu. Spojrzałam na rękę, rana mocno krwawiła, dookoła skóra była pokryta świeżą, ale i zaschniętą krwią. Rozcięcie faktycznie było głębokie. Za chwilę zjawił się Campbell z białą skrzynką w dłoni. Otworzył ją, wyjął z niej buteleczkę wody utlenionej, ostrzegł mnie, że może szczyp pac i polał nią ranę. Miał rację, cholernie szczypało! Zacisnęłam jeszcze mocniej dłoń i przygryzłam wargę, ale on cierpliwie oczyszczał ranę, poczym złapał świeży bandaż i kawałek waty. Watę położył na rozcięciu i owinął ją bandażem. Na koniec spojrzał na mnie i posłał mi niebiański uśmiech, dopiero teraz zwróciłam uwagę na jego piękne oczy, mieniły się zielenią tak mocną jak trawa jesienią, jego źrenice pochłonęły co prawda połowę tęczówki, ale i tak pozostało je na tyle dużo, że można było się w nie wpatrywać wiekami. – no i co takiego straszne to było ?- wyrwał mnie z zamyślenia głos mężczyzny, odruchowo wyrwałam rękę, poprawiłam sweter i podziękowałam Nathanowi.
-Tak w ogóle to co ja mam tutaj z tobą robić ?
-Jak to co ? Zaraz przygotuję nam łóżko !- znowu wrócił ten jego głupi uśmiech
-Ty tak zawsze ?
-Przeważnie. Musisz się przyzwyczaić. Hmm. Co robić ? No co… z tego co wiem po raz pierwszy bierzecie udział w takich rzeczach, Emma uznała, że potrzebujecie pomocy. Jest was trzy i każda miała dostać jednego pomocnika, ale nie wiem czemu Jonathan dostał dwie, a Louis jest bez roboty. Nie dość, że Jon to stary dureń to jeszcze dostał dwie panienki, a mój braciszek samotnie będzie harował na planie za niego…
-Zaraz, zaraz. CO ?!
-Ja i Louis jesteśmy tutaj od tłumaczenia ludziom co i jak itp. Jonathan głównie zajmuje się pomocą w kwestii gry aktorskiej. Robisz coś źle, ten stary pryk ci tłumaczy jak zrobić to dobrze. Nie umie w ogóle pracować z ludźmi, Umei tylko się na nich drżeć i kompletnie nie rozumiem decyzji Emmy, ale i tak jeszcze dziś jedna z was trawi do Louisa.
-Okej. Dobra mniej więcej kminie, ale co nam masz pokazać ?
-Jak wygląda praca na planie, kto od czego jest, jak masz grac i takie sprawy. Taki twój prywatny menadżer jeśli można to tak określić.- uśmiechnął się i ręką zaprosił mnie na kanapę, posłusznie usiadłam na wskazanym miejscu, a on zajął miejsce obok. Wyciągnął tableta i zaczął mi tłumaczyć poszczególne miejsca na planie. Dowiedziałam się, że pierwszy namiot był zajęty na garderobę itp. Drugi zaś na sprawy teoretyczne i praktyczne, tam zbierają się ludzie i omawiają zgromadzony materiał, a trzeci, czyli ten gdzie teraz siedziałam miał za zadanie pełnić funkcje świetlicy. Następnie wytłumaczył mi jak wygląda praca kamerzystów itp. Jako, że w teorii już wszystko wiedziałam wybraliśmy się na spacer po planie. Oczywiście temat teledysku i pracy nad nim był drugorzędny, głównie rozmawialiśmy o sobie.
Nathan był nie tylko pewny siebie, ale i otwarty. Bez zawahania opowiadał o sobie, o swoim życiu czy rodzinie. Za to ja wręcz przeciwnie, nie dość, że sama nie chciałam za wiele mówić, on nie dawał mi prawie w ogóle dojść do głosu, ale nie przeszkadzało mi to.
Nathan miał tak jak myślałam 28 lat, a jego brat był o rok młodszy. Oboje urodzili się Oklahoma, kiedy Nathan miał 3 lata rodzice oddali jego i Louisa do domu dziecka w okolicach Los Angeles skąd po 5 latach zabrała ich rodzina zastępcza, która wychowała i dobrze się nimi zajęła. Chłopak nie narzekał na rodziców, zignorował ich decyzję. Jego opiekunom nie przelewało się w portfelu, ledwo wiązali koniec z końcem, chłopak praktycznie żył szkoła dom, dom szkoła, ale do czasu. Kiedy miał 13 lat zaczął zadawać się z ulicznymi dzieciakami i olał rodzinę, zaczął się staczać, pociągnął ze sobą brata. Nikt nie umiał im pomóc, do czasu. 15. Urodziny Nathana, popijał sam wódkę na ulicy przy lesie. Kto go mijał ? Pan starszy Leto. Przypadkowe spotkanie, a przesądziło o jego życiu. Shannon zatrzymał się, pogadał trochę z nim, ale ten nie słuchał. Znałam nieco historię Shannona i podejrzewam co wtedy czuł widząc podobnego do siebie dzieciaka. Nathan zdradził, że oprócz siły perswazji użył też swoich dłoni i dopiero wtedy do chłopaka dotarło co zrobił. Wrócił na normalną drogę, skończył szkołę z wysokimi notami, podobnie brat. Zapoznali się dokładnie z chłopakami, dzięki Jaredowi rodzeństwo pokochało pracę na planie filmowym itp. Dla tego też teraz pracuje u nich. Chłopak zdradził mi, że większość osób z ekipy to ludzie, którzy staczali się na dno. Thirty Seconds To Mars to nie zespół, to rodzina, projekt. Chłopcy chcą pomóc ludziom nawrócić się i nie zrójnowac sobie życia jak oni. Są chodzącym dowodem na to, że choćbyś upadł nie wiem jak nisko zawsze możesz wybić się na sam szczyt. Nie mieliśmy już siły chodzić w kółko więc ruszyliśmy wyżej w góry, wzdłuż strumieniu aż dotarliśmy prawie do jego źródła. Usiedliśmy koło siebie na najgładszych kamieniach jakie były i kontynuowaliśmy naszą rozmowę. Mężczyzna opowiedział mi o swojej matce, Elizabeth i ojcu, który od 7 lat nie żyje, Robercie. Oboje byli pracownikami w bibliotece publicznej więc od najmłodszych lat chłopakom wciskali książki w wolnym czasie. Było to potem pomocą przy pracy na planie, w domu mieli kilkanaście książek o filmach, historii filmu i jego powstawaniu. Może i Nathan nadal ma chwile słabości do alkoholu i używek, ale jest wykształconym mężczyzną i do tego zabawnym i przyjacielskim. Nawet jak chwilami robi się bezczelnie szczery i pewny siebie.
Spojrzałam w stronę jego brata, który właśnie przechadzał się po planie i co chwila spoglądał na Igora z dziwnym uśmiechem, podobnym do Nathana gdy weszłam do namiotu.
-Louis dziwnie patrzy na Igora.- odezwałam się chociaż nie wiedziałam czy t dobry pomysł.
-Preferuje w blond włosach.- odezwał się już mniej wesoły co mnie zdziwiło, ale nie dawałam za wygraną
- W obie strony ?
- W jedną.- odpowiedział jakby w ogóle nie zainteresowany
-Ale… To on…
-Jest gejem.- przerwał mi i krótko powiedział, a  ja o dziwo się uśmiechnęłam- Czemu się uśmiechasz?
-Cieszy mnie to.
-Cieszy cie to, że mój rat jest gejem?
-Nie w tym sensie. Cieszy mnie, że jest inny i nie boi się tego pokazywać.
-Pokazuje nie pokazuje… Może nie podchodzi od razu do każdego mężczyzny na planie i do niego nie zarywa, ale i tak to widać.
-Nie ma przez to problemów?
-Jessica. Znasz Echelon.
-No tak.
-Właśnie. My też jesteśmy rodziną, każdy się tutaj kocha i toleruje. Jared nie owija w bawełnę, prosta zasada: albo akceptujesz rodzinę, albo wypierdalaj.
-Rozumiem, przepraszam.- nie powinnam zaczynać tego tematu, ewidentnie go to zdenerwowało.
-To ja przepraszam, poniosło mnie. Może zmieńmy temat. Teraz ty mów o sobie.
- Nie lubię za bardzo mówić o swoim życiu.- zaczęłam niepewnie, ale czułam się nie sprawiedliwie. On zdradził mi wszystko, a ja mu nic nie powiem? Nathan jakby rozumiał, przysunął się bliżej, położył dłoń na moim udzie i lekko się uśmiechną. No nic. Trzeba opowiedzieć. Co prawda nie zdradziłam mu szczegółowo dnia pożaru, ale i suche fakty wystarczyły by przyprawić mnie o łzy. Mężczyzna odruchowo westchnął i wziął mnie w swoje ramiona. Wtuliłam się mocno w jeo ciało, potrzebowałam tego. Od dwóch dni tego pragnęłam. Jego ciało pachniało żelem pod prysznic i wodą kolońską. Klatka piersiowa Nathana powoli unosiła się i opadała, słyszałam bicie jego serca. Jego dłoń głaskała mnie po plecach, a jego podbródek spoczywał na czubku mojej głowy, chłopak szeptał coś po cichu, ale nie słyszałam co, bo mój płacz go zagłuszał. Po chwili się uspokoiłam, ale nie oderwałam się od niego, on też nie protestował. Jego sylwetka przypominała mojego tatę. Czułam się w jego objęciach… bezpiecznie. Po paru minutach uznałam, że to koniec tego dobrego. Podniosłam głowę a chłopak od razu wypuścił mnie ze swoich objęć. Nastała długa cisza, którą przerwał Nathan:
-Wiesz co, może chodźmy omówić scenariusz.
-Dobry pomysł.- powiedział wycierając resztki łez z twarzy, chłopak pomógł mi wstać. W drodze powrotnej do namiotu jeszcze dwa razy spoglądał na mnie czy wszystko w porządku, ale ja jak gdyby nigdy i nic szlam dalej z uniesioną głową. Tego uczył mnie mój tata, tego nauczyło mnie życie. 
_____________________________
Chyba pisze to dla siebie tylko ;( Macie teraz niec dłuższy, bo mam wenę, piszę już XI rozdział soł :) Ja tutaj tak sie staram, a czytelników brak ;(
A to coś dla was na święta :D

poniedziałek, 16 grudnia 2013

R.V This is war



To było za dużo. Wyrwałam się z objęć wspomnień. Ostatnie co usłyszałam przed falą ból i łez to najpiękniejsze słowa z piosenki „Something I need” OneRepublic „If you Orly die want, I wanna die with you”. Czas na ból. Serce utknęło w gardle, żołądek skurczył się do rozmiarów szpilki, a oczy piekły od wzbierających się pod powiekami łez. Nie mogłam, nie mogłam dąć im wypłynąć. Musiałam się pozbierać. Przełączyłam na „Hermetyczny świat” Enej i poszłam do łazienki. Żeby odwrócić myśli od rodziny, zaczęłam czytać książkę. Oczywiście po raz kolejny zaczynałam „Intruza” Stephanie Mayer. Ze świata literatury wyrwał mnie alarm w telefonie. Było 10 przed 18. Podeszłam do szafy, złapałam Czarne rurki, szarą koszulkę Systemu, przebrałam się i wyszłam z pokoju.
-No witam, witam.-przywitał mnie w drzwiach Jared i jego piękny uśmieszek zabójcy. Nie miałam zbytnio humoru więc uznałam, że jeszcze pożyje jeden dzień. Bez słowa weszłam do domu chłopaków, na pierwszy rzut oka widać, a raczej słychać, że mieszka tutaj Shannon Leto i jego kochanek Tomo Milicevic. -Nie zajeżdżaj mi drogi pacanie !-wydarł się na całe gardło Chorwat.
-To ty się za mnie wepchnąłeś idioto !- odpowiedział mu Shannon i zaczął machać mu przed nosem ręką żeby nie mógł wygrać wyścigu. Oboje siedzieli na kanapie i grali XBoxie. Żaden nawet na mnie nie spojrzał, cóż mówi się trudno. Usiadłam w fotelu, Emma była w kuchni, robiła herbatę i mówiła coś do słuchawki, którą miałam w uchu. Jared podszedł do telewizora i odłączył kabel zasilana z gniazdka. Na co Shomo zareagował jednoznacznie:
-CHAMIE!!!- wydarli się i rzucili w niego joystickami, jeden trawił Jareda w brzuch, drugi przeleciał koło jego twarzy. Leto złapał się za brzuch i wykrzywił twarz do takiego stopnia, że nikt nie wytrzymałby bez śmiechu. Nie dziwić mu się, Shannon ma mocny rzut. Po chwili Tomo poszedł do kuchni zrobić kanapki, a Shannon dodatkowo zażyczył sobie kawy. Emma przyniosła 3 dzbanki herbaty i 17 szklanek. Trochę nas będzie. 10 minut po 18 w salonie byli wszyscy: Shannon, Tomo, Jared, Emma, Jamie, Igor, Julka, Nikola, ja, kierowca busa, 4 kamerzystów i dwie osoby, których nie znałam. Brakowało tylko reszty aktorów.
-Okeey więc czas sprawdzić listę obecności.- zaczęła Emma, każdy znalazł dla siebie miejsce wśród znajomych, prócz Jareda. Facet siedział samotnie w fotelu, z dala od reszty ludzi, aż mi się go żal zrobiło. Zostawiłam moją ekipę i usiadłam na ramie siedzenia. Zdezorientowany Leto już próbował się podnieść kiedy zatrzymałam go przytrzymaniem ręką i uśmiechnęłam się na znak, żeby odpuścił.- Przedszkole: Tomo Milicevic ?
-Obecny, ale nie przygotowany.- zgłosił się podnosząc ręki, na twarzy miał smutną minę, ale widać było, że wstrzymuje śmiech, dopiero po chwili zobaczyłam, że Shannon wbija mu marker  w żebra. Emma spojrzała na niego podirytowanym głosem, była dzisiaj nieco zdenerwowana.
-Marnotrawni Bracia Leto ?
-Obecni !-krzyknął Shannon i wbił z impetem marker w Tomo na co Chorwat zareagował podskokiem do góry i lekkim piskiem. Boże jak ja kocham SHomo, pomyślałam.
-Dobra, dalej. Aktorzy: Julka Steiner, Nikola Sarnecka i Jessica Affek ?
-Obecne.- zawołała Julka z kolan Nikoli, Emma w pierwszej chwili rozglądała się po pokoju szukając mojej twarzy, a gdy ją znalazła lekko się uśmiechnęła. Widok Jareda rozwalonego na fotelu i mnie u jego boku na pewno wyglądał komicznie. Zwłaszcza, że kilka godzin temu chciałam go zabić .
-Dalej, klasa filmowa. Nathan i Louis Campbell.
-Są –zawołali z kanapy chłopaki, na oko mieli maksymalnie 29 lat, jeden miał bujne blond włosy i niebieskie oczy, drugi nieco wyższy i przystojniejszy, o zielonych oczach i brunatnych włosach postawionych na jeża patrzył w stronę Julki z dziwnie, podejrzanym uśmiechem.
-Aaron Shoot ?
-Jest.- powiedział jakby zmęczony życiem młody chłopak mógł mieć 27 lat, miał zabójczo czarne oczy.
–James Priot.
-Jest.- odpowiedział nieco starszy mężczyzna, mógł mieć z 50 lat. Miał siwe włosy, a raczej ich resztkę i okropne zmarszczki na twarzy.
-Kierowców widzę. Jeszcze Igor Orlicz, Jonathan Luis, Jace Rootwood.
-Jest.-powiedział Igor, siedział koło Nikoli i zajmował się jej włosami. Taki nawyk syna fryzjerki.
-Są.- zawołał mężczyzna z oddali pokoju, siedział na stołku, obok niego opierał się o ścianę wysoki, mocno zbudowany człowiek, miał krótkie zielone włosy, sztuczne, czerwone soczewki w oczach i dwa kolczyki w nosie.
-Okej, no i  jeszcze ja, kto nie wie zwę się Emma i Jamie. Teraz do rzeczy.- Emma złapała wielki czarny segregator, zaczęła przestawiać nam plan działania. Jutro o :00 zaczynamy. Jonathan ma pomóc nam  w grze, jutro mają dojechać inni aktorzy. Całe spotkanie trwało ponad godzinę. Po rozejściu się większości, razem z Julką zostałam na prośbę chłopaków. Rudowłosa poszła z Tomo fascynować się ich kotami, a mnie porwał Shannon do pokoju muzycznego. Na co od razu się rzuciłam ? Nie… nie na perkusję ! GITARA TOMO !!! Stała na stojaku, taka samotna, aż żal byłoby jej nie wziąć. Nie długo się nią nacieszyłam, Shannon zaszedł mnie od tyłu i delikatnie zabrał instrument z moich dłoni, a w zamian wręczył mi swoje pałeczki i posadził przed swoim cudeńkiem. Perkusja Shanna była ogromna i przezroczysta, prócz talerzy, które były srebrne, niedawno polerowane, bo oślepiały blaskiem lampki odbijającej się w nich. Pan Leto odstawił na miejsce gitarę, kucnął obok mnie i zaczął tłumaczyć budowę przedmiotu, po czym uświadomił mi jak go używać. Tak o to 2 godziny spędziłam na uczeniu się wybijania na perkusji „A Beautiful Lie”,  gdy wychodziło mi to już całkiem, całkiem spojrzałam przed siebie i zobaczyłam wpatrujących się we mnie, dziwnie uśmiechniętych panów, Tomislava i Jareda opartych o szklane drzwi. Moje oczy rozszerzyły się do granic możliwości, Shannon widocznie to zauważył, bo wybuchł śmiechem, ale jego towarzysze uparcie powstrzymywali się od tego. Urażona oddałam mu pałeczki i odwróciłam się do nich plecami.
-Oj nie przesadzaj, śmiałem się przecież tylko z twojej miny.- wydukał z siebie starszy Leto próbując się opanować.
-Oj Shannon twój czas minął, teraz moja kolej.- odezwał się Tomo, a ja zaciekawiona jego słowami odwróciłam się w jego stronę. W rękach trzymał nie tę gitarę co złapałam po przekroczeniu progu pokoju, lecz inną, o wiele piękniejszą. Nieskazitelnie biała gitara klasyczna, gryf był czarny, rozeta była w piękne wzory z glifami. Gdy gitarzysta już szedł w moją stronę, uprzedziłam go, że od 13 lat gram na gitarze klasycznej, a od 7 na elektrycznej więc ten zawrócił na pięcie i podał powrotem mój piękny, czerwony elektryk. Znowu nauka, tym razem tylko 40 minut i było idealnie. Chłopaki uznali, że trzeba coś zagrać zespołem, ale dzisiaj było za późno.
Miałam już wychodzić kiedy Jared podszedł do mnie i poprosił bym została, za 20 minut miał zaczynać się jakiś horror. Co mi szkodzi ? Zostałam.
Jay przygotował siedzibę, która składała się z około 20 poduszek ułożonych na podłodze, podłączył Internet do telewizora, Tomo przyrządzał posiłek, a ja z Shannonem picie. Nie obyło się oczywiście bez procentów. Każdy na dobry początek dostał drinka z colą. Wybiła północ, każdy zajął swoje 5 poduszek, obok Jareda stał stolik, na którym postawiliśmy picie i popcorn oraz kanapki.
Seans się rozpoczął, Tomo od razu porwał miskę z popcornem i za nic w świecie nie chciał jej oddać. Co i raz ktoś sięgał po garść przysmaku, a ten darł się na niego by mu nie zasłaniał. W połowie filmu Tomo był tak przejęty, że jego ręce były prawie sine przez jego zacisk na misce. Siedziałam między nim a Shannonem więc musiałam po cichu unieść kręgosłup, by Shanimal wsunął pod nie rękę i wystraszył Chorwata z taką siłą, że cała miska popcornu wylądowała na mnie.
-TY !- warknęłam, złapałam kanapkę i rzuciłam ją prosto w twarz mężczyzny.
-JA ?! To on !- oburzył się zdejmując z twarzy przyklejoną masłem kanapkę i rzucił ją w Shannona. Zaczyna się wojna na jedzenie. Jared dostał kawałkiem szynki więc i on się do nas przyłączył. Poszedł cały popcorn, 12 kanapek, tylko drinki przetrwały. Kiedy skończyła się amunicja złapaliśmy za poduszki. Zamachnęłam się i uderzyłam Shannona w bok, za chwilę poczułam atak z tyłu, Tomo !
Gdzieś o 2 padliśmy, położyliśmy się wszyscy na kanapie, jako, że miejsc było trzy, a osób cztery, chłopcy położyli mnie poprzek na sobie, nogi wystawały mi za mebel, ale głowa mięciutko spoczywała na klatce piersiowej perkusisty. Pomimo niezłych mięsni nadawała się na poduszkę.
 ______________________
O to i proszę V rozdział FF z udziałem zespołu Thirty Seconds To Mars :) R.VI już w drodze :P Dołączy w nim kolejny, tym razem Polski, zespół :) teraz liczę na komentarze i jak najwięcej krytyki :)